Na głównym rynku w Oleśnicy, kilka kroków od ratusza, siedzi na ławeczce brązowa dziewczynka z różą w dłoni. To Ola – symbol dolnośląskiego miasta, który powstał w dość nieoczywisty sposób. Nie ma tu legend o smokach ani średniowiecznych opowieści. Jest za to historia o tym, jak internauci wybrali swoją maskotką zwykłą ośmioletnią dziewczynkę.
- unikalna historia wyboru symbolu
- przyjazna atmosfera dla rodzin
- możliwość zrobienia zdjęcia z Olą
- spokojny rynek bez tłumów
- bliskość innych atrakcji Dolnego Śląska
Rzeźba która wygrała z krasnalami i smokami
W 2010 roku władze Oleśnicy postanowiły, że miasto potrzebuje własnego symbolu. Nie jakiegoś heraldycznego stwora z zakurzonych ksiąg, ale czegoś bliskiego mieszkańcom. Ogłoszono internetowy plebiscyt. Do wyboru były różne propozje – smok, krasnal który rzekomo uciekł z Wrocławia, i właśnie dziewczynka z różą.
Wygrała Ola. Może dlatego, że była najbardziej ludzka? Albo dlatego, że róża rzeczywiście coś znaczy dla tego miasta. Tak czy inaczej, zadanie stworzenia rzeźby powierzono Jackowi Kowalskiemu, artyście z Ożarowa Świętokrzyskiego. Efekt można oglądać na rynku od czternastu lat.
Dlaczego akurat róża w Oleśnicy
Oleśnica to XIII-wieczny gród, którego nazwa pochodzi od olchy – drzewa, które kiedyś rosło tu w dużych ilościach. Nazywano to miejsce Olszenicą, Olszyną. Róża pojawiła się znacznie później i w dość zabawnych okolicznościach.
Zgodnie z miejską legendą róże stały się symbolem miasta w czasach PRL, gdy lokalni dygnitarze przygotowywali się na wizytę ważnej partyjnej delegacji. Postanowili ozdobić Oleśnicę różami i zasadzili ich całe mnóstwo. Mieszkańcom się spodobało, więc sadzono je co roku.
Dziś róż w mieście jest już znacznie mniej, ale zostały w haśle promocyjnym: „Oleśnica miastem wież i róż”. Stąd właśnie Ola na rynku trzyma w dłoni różę – jako żywy (choć odlany w brązie) dowód na to, jak przypadkowe decyzje mogą stać się częścią miejskiej tożsamości.
Co zobaczysz na oleśnickim rynku
Sama rzeźba nie jest wielka ani szczególnie okazała. To po prostu brązowa postać dziewczynki siedzącej na ławeczce. Ma około ośmiu lat, zwykłe ubranie, w ręce trzyma różę. Można usiąść obok niej na tej samej ławce, zrobić sobie zdjęcie, dotknąć zimnego metalu.
Niektórzy przechodzą obok nie zwracając uwagi. Inni zatrzymują się na dłużej, zwłaszcza rodzice z dziećmi. Dzieciaki lubią takie rzeczy – rzeźby na których można usiąść, które nie są za wysokie ani za poważne. Ola jest na ich wysokości, dosłownie.
Wokół typowy dolnośląski rynek – kamieniczki, ratusz, kawiarnie. Oleśnica nie jest turystycznym gigantem, więc rynek bywa spokojny. To akurat plus, jeśli ktoś chce obejrzeć rzeźbę bez tłumów.
Dla kogo jest ta atrakcja
Szczerze mówiąc, sama rzeźba to nie jest cel na cały dzień. To raczej miły dodatek do spaceru po Oleśnicy. Jeśli ktoś jedzie specjalnie, może być rozczarowany – w końcu to tylko jedna niewielka figura na rynku.
Sprawdzi się natomiast jako punkt na trasie przez Dolny Śląsk. Oleśnica leży niedaleko Wrocławia, więc można wpaść tu na godzinę, dwie. Zobaczyć rynek, ratusz, kościół św. Jana Apostoła z XIII wieku, który stoi kilkaset metrów dalej. I właśnie Olę.
Dla dzieci to fajna sprawa – mogą usiąść obok brązowej dziewczynki, porównać się wielkością, pomachać do zdjęcia. Dla dorosłych to raczej ciekawostka, pretekst żeby dowiedzieć się czegoś o mieście. Historia z różami i PRL-owską delegacją jest całkiem zabawna.
Praktyczne informacje – jak dotrzeć i co dalej
Rzeźba stoi na Rynku w Oleśnicy, tuż przy ratuszu. Nie trzeba kupować biletu, nie ma godzin otwarcia. Po prostu przychodzisz i patrzysz. Albo siadasz obok.
Dojazd jest prosty. Z Wrocławia to około 30 kilometrów – autem niecała godzina, pociągiem podobnie. Z centrum Oleśnicy do rynku kilka minut pieszo. Parking można znaleźć w okolicy, choć w weekendy bywa ciasno.
Na samo obejrzenie Oli wystarczy pięć minut. Jeśli ktoś chce zrobić zdjęcia, poczytać o historii, posiedzieć na ławce – kwadrans, dwadzieścia minut. Całe centrum Oleśnicy da się obejrzeć w godzinę, może dwie jeśli wejść do kościoła i ratusza.
W okolicy są kawiarnie i restauracje, więc można połączyć zwiedzanie z kawą albo obiadem. Oleśnica nie jest drogim miastem – ceny jak w typowym dolnośląskim miasteczku, bez turystycznych narzutów.
Warto wiedzieć przed wizytą
Rzeźba jest dostępna cały rok, o każdej porze. Latem wygodniej, bo można posiedzieć na ławce bez marzniecia. Zimą brąz jest lodowaty, ale za to turyści nie przeszkadzają.
Nie ma tu przewodników ani tablic informacyjnych przy samej rzeźbie. Jeśli ktoś chce poznać historię Oli i oleśnickich róż, warto poszukać informacji wcześniej albo zapytać w lokalnym punkcie informacji turystycznej.
W plebiscycie na symbol miasta Ola pokonała smoka i krasnala, który miał uciekać z Wrocławia. Najwyraźniej mieszkańcy Oleśnicy woleli coś prostszego i bardziej swojskiego.
Oleśnica to nie jest miasto które żyje z turystyki, więc nie ma tu rozbudowanej infrastruktury dla zwiedzających. Z drugiej strony właśnie to sprawia, że wizyta jest autentyczna – nie ma sztucznego rozgwaru ani nachalnych pamiątek.
Jeśli ktoś planuje trasę po Dolnym Śląsku i szuka mniej oczywistych punktów, Oleśnica z Olą na rynku może być ciekawym przystankiem. Nie trzeba spędzać tu pół dnia, ale godzinka się znajdzie. A historia z PRL-owskimi różami to całkiem niezła anegdota na drogę.
